Płukanie Żołądka
zbiór wierszy

Na kształt moich kości policzkowych, składa się wszystko z czego powstałem – kanalizacje, maszynownie wind, komory zsypowe, dachowa smoła, sfatygowane szyny tramwajowe, żelbeton, wielka płyta, bluźnierstwa, krzyk, intelektualne dywagacje, nierealne marzenia. Afirmator miłości i przebaczenia, grzechu i porażek. Afirmacja człowieka w każdym jego przejawie, a co za tym idzie – w szczególności tych, których się wstydzimy.
Na moje podkrążone oczy składają się: poczucie straty, nagość, bezdomność, anonimowość, badawcze spojrzenia staruszek, śmiech dzieci, czerwień kwiatów przy parterze, życie doświadczane, doświadczanie bez myśli, nieustraszoność.
Wszystko z czego powstałem – nierealne marzenia, intelektualne dywagacje, krzyk, bluźnierstwa, wielka płyta, żelbeton, sfatygowane szyny tramwajowe, dachowa smoła, komory zsypowe, maszynownie wind, kanalizacje – było wezwaniem do nieustraszoności, bezwstydu, śmierci, odrodzenia.
Tłocznia brzuszna wyrzuca z siebie życie wtórne i pierwotne – podczas wymiotów i podczas porodu.
Ludzie lubią gdy ich ulubieni artyści umierają młodo
być może dlatego wyglądam tak młodo
jak na swój wiek
i być może dlatego jeszcze nie umarłem
wciąż mam szansę
by zostać waszym ulubionym artystą
i by umrzeć wyglądając relatywnie młodo
Ludzie lubią gdy ich ulubieni artyści prowadzą się źle
kurwią się, ćpają, awanturują i trafiają za kraty
Zaliczyłem wszystkie dołki policyjne w moim mieście
a nawet chciałem się niegdyś zabić przecinając sobie żyły
Tymczasem włóczę się po mieście bez celu
Czekając na telefon z wieścią, iż młody dynamiczny zespół
pragnie docenić moją kreatywność i nietuzinkowe myślenie
nocny spacer przez miasto o tej porze roku
śluz cieknie, nos szczypie, parują okulary
echo podwórzy odbija ślad twoich kroków
koło zatęchłych bram poszła guma w kole samsary
dachy kamienic jak drapacze mgły puściły w nią farbę żółte lampy sodowe
z lufcików parują ciche dziecięce sny
pisk ciszy – parowóz bieżący w oddali
klucząc labiryntem ulic z pewnością bywalca
zgubiłeś gonitwę myśli i pościg sumienia
nocnych stróżów, gończe psy obszedłeś na palcach
ostatnią jurysdykcją już tylko prawo ciążenia
trzecia rano od zawsze godziną samotnych mężczyzn
ten idzie z wędką do dziczy, od żony odpocznie
tamten maluje na murze, tam psiarnia coś węszy
reset łba nieprędko - szczurzy pęd pojutrze się rozpocznie
Dziewczyna której niechcący spojrzałem
głęboko w oczy o kilka sekund za długo
by później po raz pierwszy zaznać
smaku dziewczęcych ust
miała dwóch braci
Od pierwszego – agresywnego heroinisty
dostałem pierwszy w życiu wpierdol na podwórku
za to że niechcący po ciemku
przejechałem jego podpis na ścianie
swoim podpisem
Po kilkunastu latach spotkałem drugiego brata
w więzieniu
siedzącego za to
że niechcący zabił pierwszego w bójce
Pytał czy bym go nie poratował długopisem

klimat leniwych przedmieść
udziela się również czasowi
poza miejskim rwetesem przystanął
i postanowił odsapnąć
nie spieszy się też Pani Ekspedientka
w sklepie Spałem
tzn Społem
podejdzie to podejdzie
landrynki oranżadę i lizaki deseniowe
żywcem wyjęte z komuny skasuje tobie
dziękuję do widzenia
groźny pies przed którym ostrzega tabliczka
najwidoczniej ma wyjebane w arkana swojego fachu
tu ziewnie tam poliże się po jajach
i wystawi jęzor z pyska
z ujadania na całego
najmniejszy z psów najwięcej ma fanu
chaszcze
błoto
chaty
kocie łby
i jeszcze więcej błota
tubylcza ludność pod budką z piwem
nie tyle pozostaje bez pracy
co jest nierobotna
jesteśmy skarbie na zewnątrz torusa
struktury miejskiej
po co się spieszyć
autobus za pół godziny rusza
doceń piękno chwili
to dobre miejsce
speluna spluwaczka czerwona łuna
golibroda gorzelnia paliwoda mordownia
sznyty szykany szynk ciemne bramy
truchleje truchło krew chude chuchro
fifa rafa figo fago ura bura awantura
gitowców wygibasy grypsy języka
o to niskowibracyjna semantyka

pieprzony ćpunie
przyjacielu
wymierzyłbym ci liścia ogarniacza
za to że miałeś tyle siebie
do zaoferowania światu
i nie zdążyłeś
są ludzie tak kipiący pasją życia
że aż muszą to znieczulić
tak cholernie twórczy
że ich kreatościomierz zatacza koło
by dekonstruować i burzyć
szyfry kody diagramy
naskalne ryciny
na drzwiach ze śmietnika
jedni mówią: bazgroły dziecka
street-artowcy nie znają nawet twojego nazwiska
czy było warto?
nie mnie to oceniać
namalowałem ci koronę
czarny królu nowojorskiego blokowiska
w niszowych lotach
niżej niż współczesna muzyka klasyczna
zejść się już nie da
tusz pod skórę na to koszulę
orkiestra i joint do gęby
w tym mieście więcej osób potrafi zagrać seta
niż udzielić pierwszej pomocy gdy zajdzie potrzeba
ja wybieram żywych instrumentów wirtuozerię
dziewczęta ze szkół muzycznych
uniosę spódniczkę każdej z was
opartej o karoserię
po koncercie
to my awangarda
nam wolno więcej

a ten garb i wydęty brzuch na szczupłym ciele
to od kortyzolu
dziękuję nie trzeba kochanie
da się z tym żyć
ponoć joga ma działanie wyprostne
twierdziła moja dziewczyna
progresywna terapeutka
już miałem zacząć ćwiczyć
kupiłem nawet mate
gdy dziewczyna zdradziła mnie
z bogatym Amerykaninem z sześciopakiem na brzuchu
gdyby to nie było prawdziwe
to nawet byłoby zabawne
te nasze dramy
tak wielce godne uwagi
przekonania poglądy i światopoglądy
o kant dupy się stłuką
gdy zabraknie cukru
i słoika kawy
gdy głód lub wojna nastanie
nauczymy się kochać kromkę powszedniego chleba
i odwzajemniać życzliwe spojrzenie
swojego bliźniego
Kołataniem serca podchodzącego do gardła
wyłamywałem wrota
własnych wyrzutów sumienia
i korporacyjnej krainy
bezbrzeżnej obfitości towaru na półkach
Nad głową utkana pod stropem
sieć z patrzącymi okami wymierzonymi
nastroszonymi ostrzegawczo
Bój się!
Lepkimi od potu i nieczystych myśli
łapami robiłem znak krzyża
W imię sztuki która przecież nie zapłaci mi za prąd
który za chwilę mają odciąć
to wszystko dla sztuki
Niedowaga celibat nocki na dołku
Agrafką spięty rękaw kurtki
przewieszonej przez ramię
i ładuj tam co sił starczy
Wszystko co drogie sercu i lekkie
Na Allegro miałem ksywę Man On The Run

Dlaczego dręczycie mnie swoją miłością
Nie pozwalacie spokojnie sobie przegrać i odejść
Ale kobiety takie jak wy nie sypiają
z przegranymi mężczyznami i to spędza sen z powiek
Patrzę na byłego chłopaka tej
i następnego chłopaka tamtej
i przecieram oczy ze zdumienia
Dlaczego stawiacie mnie obok nich
w kolekcji męskości prestiżowej
Zdrowej Rzutkiej i Obrotnej
?
Pierdolicie mi we łbie ostro
w ten sposób
! Pierdolimy się ostro
jak gdybyśmy chcieli zrobić sobie krzywdę paznokciami
Zdzierasz mi skórę z pleców w pokucie
za ten mezalians
z drugiego piętra piętrowego łóżka
podglądałem go przy umywalce w kiblu
jak obmywał z gówna i krwi
pakiet z dopalaczami
wniesiony w dupie do więzienia
z pracy na wolności
zza krat wyzierała łuna
przyprawiającego o depresję
budzącego do życia
krwawego słońca

w Polsce świeżo upieczonej Europejce
w której wciąż unosiły się opary lat 90-tych
ciężko dysząc z rozszerzonymi nienaturalnie źrenicami
tajny policjant oznajmił partnerowi
że uszkodził sobie pałkę teleskopową o udo mojego kolegi
mój był nie lepszy
kopnął mnie leżącego w brzuch tak mocno
iż myślałem że puściły mi zwieracze odbytu
aż później z rękami skutymi z tyłu
włożyłem je w gacie aby się upewnić
na szczęście tylko mi się wydawało
takie tam miejskie sporty ekstremalne
poznanie ograniczeń jakie ma duch i ciało.
Nieletniemu koledze na komendzie
aż napuchła twarz od ich metod perswazji
chwilę później weszła jego matka
i zrobiła się awantura
poszły groźby
puszczono nas bez podpisania zeznań
sprawa rozeszła się po kościach
dosłownie i w przenośni
ciskałem się jak pojeb
w bólu niepogodzenia doświadczającego z doświadczanym
lubiłem dekomponować materię
by jej okruchom nadać symbol mej własnej rozsypki
pięścią dziurę w ścianie
nogą dziurę w drzwiach
szklany tulipan chciałem wręczyć ojcu rodzonemu
do stopnia aż dziury w nadgarstku
na poły atencyjnie oczywiście
bo silni ludzie zabijają się skutecznie
dopiero gdy przyszło mi wiercić dziurę w zębie
przy pomocy małego gwózdka
bo nie wyrabiałem z bólu
gdy siódmy dzień z rzędu oddziałowy
nie chciał mnie zabrać do dentysty
pięć metrów kwadratowych
i ból świdrujący puszkę mózgową
to wszystko co masz i możesz mieć
nie wiesz jak długo jeszcze
czas płata figle zagina się
to kurczy to staje w miejscu
to właśnie te momenty wypuszczają pąki
umiłowania życia i pokory
Stawiają się na czas co świt
z równo przystrzyżonymi włosami
i trawniczkami przed domem
gdy trzymają puchar czempiona sprzedaży
i społecznego awansu
progresywnego parentingu i głębokiej ekologii
ja patrzę pod światło weń
i widzę koktajl wyparć, przeniesień i projekcji
i powiem Ci stary
że za tymi mądrymi i wrażliwymi oczami
kryją się potwory krwiopijczej nietolerancji
i poczucia wyższości
jak w każdym z nas de facto
z tą różnicą że oni o tym nie wiedzą
albo nie chcą wiedzieć
a że potrzeba wspólnej wiary jest w człowieka wdrukowana
a Bóg jak umarł tak nadal nie żyje
to nie zdziw się jak będą się tłumaczyć
z obozów koncentracji wzwiedzionych z pleksiglasu
że względy sanitarne
że w radio tak kazali
historia lubi się rymować od pewnego czasu
i chyba dlatego poeci już przestali

Prosty człowieku
o spojrzeniu pogodnym i życzliwym
o rysach twarzy żłobionych przez troski codzienności
i ciężką uczciwą pracę
Zaczepiasz mnie na ulicy
gdy grzebię przy śmietniku
jak gdybyś widział we mnie swojego człowieka
Mówię: przyda mi się to do tworzenia sztuki
wskazując skinięciem głowy na jakiś przedmiot
Życzysz mi dobrego dnia
nie od niechcenia lecz
z jakąś dziwną emfazą
jak gdybyś chciał powiedzieć:
wierzę w ciebie
wyraź swoją sztuką nasze radości i troski
pokaż im tam!
Zaczepiasz mnie na ulicy mówiąc:
proszę zobaczyć jak zakwitła drugi raz moja jarzębina!
Uśmiecham się
daję atencję światu przekwitłej kobiecości
która wciąż pragnie dawać i opiekować się życiem
która ma swoją zdystansowaną nienarzucającą się mądrość
Mądrość
która niczego nikomu nie usiłuje udowodnić
dla której zakwitła jarzębina jest dużo ciekawszym zajęciem
Zaczepiasz mnie na torach kolejowych
lata temu
gdzie nie było żywego ducha
i ratujesz mnie przed bardzo głupim pomysłem
przez który pewnie dziś nie napisałbym tego wiersza
poświęcając mi swój czas
by opowiedzieć historię swojego życia
jak gdyby na dowód że w happy endy warto wierzyć
Błogosławię Was
tworzących relacje i związki
szczęśliwe rodziny
programy nauczania
przedszkola i żłobki
idee na uniwersytetach
innowacyjne techniki na politechnikach
szalone dzieła w akademiach
prężne spółki i zakłady
sexy start upy
stowarzyszenia i fundacje
dyskusyjne koła
polityczne partie
przedmioty w fabrykach
książki w drukarniach
przychodnie i szpitale
szkice szklanych domów
na stole kreślarskim
wojskowe koszary
zwarte policyjne formacje
informacje emitowane w druku
i na falach radiowych
kody aplikacji
nowe kroje pisma
kobiece świecidełka
fatałaszki i pachnidła
logistyczne bazy
i przepastne magazyny
sieci wodociągowe
elektryczne i elektrociepłownicze
i bóg jeden raczy wiedzieć co jeszcze
Ja nie wiedziałem
co
jak
i dla kogo mogę tworzyć.
Nie wiedziałem nawet
kim
i po co tu jestem.
Jednocześnie apetyt na życie i charyzma
okraszone gniewem rozdzierały moją pierś.
Tak znieczulałem przez wiele lat
niegojącą się ranę.
opiewać niedopasowańców wszelkiego autorytamentu
wariatów którzy bilokowali ze mną w piątej gęstości
i w psychiatryku wypuszczając dym za kraty w oknach kibla
smutne nimfomanki które powierzały mi sekrety wilgotnych ud
których nie potrafił osuszyć żaden ogień piekła
jednocześnie nie widząc powodu dla którego
zwykłym ludziom miałbym przepychać przez gardziel
słowa afirmacji i tolerancji dla ich inności i dziwactw
być nieodwracalnie uszkodzonym przez postmodernizm
i wszystkie szaleństwa granicznych stanów ludzkiej twórczości
awangardową gorączkę
szumy trzaski zacieki wypryski
jednocześnie krytykując bezrefleksyjne nowinkarstwo i postępactwo
to jak pisać Białoszewskiego Herbertem lub na odwrót
beznadziejna sprawa
kolegów w ten sposób sobie nie znajdziesz
to na pewno

na tych dzielnicach zapomnianych przez Boga
życie przypomina życie na wsi – wszyscy znają siebie
wydarzenia toczą się leniwie
na zdezelowanych ławkach
murkach, skwerkach lub kolejowych rampach
czasem przyspiesza gdy jest przypał
lub ktoś spotka wroga
Polska
specjalnie napisałem te dwa słowa wielkimi literami
by zaznaczyć że nie należę do kasty tych
z modnych kawiarenek i klubów w centrum
co nadążają za postępem i nowinkami
patrząc na tych z murków, skwerków i ławek
trochę zazdroszczę im że mają gdzie przynależeć
że ich serca biją dla plemion których nazwy
na koszulkach i vlepkach są wypisane
ja stałem obok i mocno weszło mi to w nawyk
biorę z obydwu światów najlepsze wzory
awangardowe gówno i kreatywność która bije w zęby
gdy na klatce na ulicy stalowej
nieopodal której znaleziono trupa przedwczoraj
wydrapany jest napis:
a my stalova lova
a my stalova lova
tłocznia brzuszna zrodziła kolejny sen
kolejowy tłuczeń jęczących szyn
toczeniem się o świcie tramwajów
jawa wlała się w sen
lawa lała obficie
zdziczeniem wyuczonych obyczajów
zbiegłem jak zawsze
choć znam już każdy zakamarek
zajezdni bocznic
więziennych cel
komór pękniętych serc
tak jak obelgi na moich literach
nakręcany mechaniczny zegarek
odszczekuję kolejnymi frazami
zakazanych wierszy
hausty koloru łapczywe
kontrasty akcenty jak
kwiaty staruszek na parterze
jak ciepłe podniebienie
na moim kutasie
o smaku wina
bukiet głupiej pięknej miłości
która minęła
zostało jeszcze tyle kombinacji słów
w tym roku
zwymiotuję wszystkie
i będziecie mieć spokój
dresiarsko-prawilny
hipstersko-postępacki
kołtuńsko-kurewski